Grzebienie dla barbera - Czyli jakie grzebienie kryją się w mojej walizce

04 października 2018






Każdy męskie fryzjer wie, że na na pierwszym miejscu są maszynki na drugim nożyczki a na trzecim grzebienie. Trzy najważniejsze grupy sprzętów każdego barbera. Ja mam stały zestaw grzebieniowy, który jest niezmienny od wielu lat i jak zobaczycie pracującego barbera z Anglii, z Hiszpanii, z Włoch czy z USA będzie on dzierżył jeden z tych grzebieni. Dlaczego? Bo są po prostu dobre!



Grzebień Wahl do strzyżenia i cieniowania na mokro.



Ten niepozorny grzebień znajdziecie w każdym pudełku z maszynką marki Wahl. Dołączony do zestawu jest zawsze w kolorze czarnym, natomiast w sieci możecie kupić go w dowolnym kolorze tęczy. Ja mam fluorescencyjno-zielony, żeby nikt nie miał wątpliwości, że to mój grzebień. Dlaczego skradł on serce większości barberów na świecie? Pewnie dlatego, że wspaniale współpracuje z maszynką. Rozstaw zębów i jego wielkość są wprost stworzone do cięć maszynkowych. Dodatkowo na jego grzbiecie znajduje się „prowadnica”, w którą idealnie wchodzi pierwszy i ostatni ząb maszynki (czyli dwa skrajnie położone, najgrubsze zęby). Pozawala to utrzymać maszynkę w prawidłowej pozycji bez ryzyka, że dolna krawędź ostrza obsunie się z grzebienia i wytnie dziurę. Jednocześnie prowadnica ta wymusza takie ułożenie maszynki, że od razu jest ona idealnie ustawiona do cieniowania. 


Grzebień Andis do strzyżenia, cieniowania i wykończenia fryzury na sucho.



Ten duży grzebień jest flagowym produktem marki Andis i jest też moim ulubionym. To mój pierwszy, profesjonalny grzebień barberski, na którym uczyłam się zawodu. Został ze mną do dziś. Nauczyłam się nim pracować we wszystkich możliwych płaszczyznach.
Jest to grzebień przeznaczony do pracy z maszynką zarówno na włosach mokrych jak i na suchych, idealnie „czyści” się na nim fryzurę lub trymuje brodę. 
Na rynku pojawiło się wiele grzebieni o podobnym kształcie, wiele z nich mnie skusiło, ale żaden z nich nie wydał mi się godnym następcą Andisa. Cenię sobie jego elastyczność, choć wiem, że wielu barberów narzeka, że czyni go to niewytrzymałym na intensywną, wielogodzinną pracę. To prawda, ale ta elastyczność powoduje, że idealnie dopasowuje się on do kształtu głowy bądź twarzy, przez co cięcia na nim są dokładne i precyzyjne.
Dodatkową jego zaletą są płaskie zęby, po których maszynka „płynie” i nie napotyka oporu. Kolejnym plusem jest szeroki grzbiet, który chroni wykonane już cieniowanie poniżej linii cięcia (w szczególności gdy pracujemy nad wykończeniem włosów suchych). To mój zdecydowany faworyt wśród grzebieni do cięć maszynkowych.


Cricket Silkomb Pro20. 



Przechodzimy do grzebieni przeznaczonych do cięcia nożyczkowego. Ten biały ideał jest do tego stworzony. Jedna część posiada szeroko rozstawione zęby dzięki czemu świetnie wybiera większe separacje włosów, przeznaczone do cięcia na palcach. Nie plącze dłuższych włosów i pozwala na wydzielenie poprawnych separacji podczas strzyżenia np. części koronowej. Druga jego część ma gęsto ułożone zęby, co z kolei świetnie współpracuje z nożyczkami przy cięciach „grzebień-nożyczki” czyli przy cieniowaniu nożyczkowym. Bardzo dobrze też współgra z maszynką lub trymerem. 
Ten grzebień oprócz swojego nożyczkowego przeznaczenia wykorzystywany jest do czesania klasycznych fryzur. Dzięki jego szerokiemu rozstawowi zębów uzyskujemy na napomadowanych włosach charakterystyczne pasma. 


Y.S. Park 339



Grzebień do precyzyjnych zadań. Jego stosunkowo gęste zęby idealnie sprawdzają się przy wydzielaniu małych i dokładnych separacji. Wykorzystywany jest najczęściej do strzyżenia na palcach. Tym grzebieniem posługują się np. szkoleniowcy z Menspire podczas cięć półdługich. Wszystkie grzebienie Y.S. Park są stosunkowo drogie, ale nie dajcie się skusić super promocjami w sieci. Niestety rynek zalany jest podróbkami sprzętu Y.S. Park i to podróbkami fatalnej jakości. Pierwszego dnia użytkowania wypadnie Wam klika zębów, a po tygodniu zostanie już tylko grzbiet. Oryginalny Y.S. Park to grzebień na lata, dlatego nie oszczędzajcie na nim. Mój dzielnie służy mi już pięć lat!


Y.S. Park 335



Większy brat modelu 339. Rozstaw zębów jest niemal identyczny, ale różni je wielkość i długość zębów. Y.S. Park 339 ma 18 cm długości podczas gdy 335 21,5 cm. Przyznam, że ten grzebień to mój nowy nabytek, ale pozwoliłam sobie umieścić go na liście grzebieniowych „must have” bo jest świetnym narzędziem pracy. Początkowo myślałam, że nie uda mi się do niego przyzwyczaić, ale zdanie szybko zmieniłam. Wbrew pozorom świetnie się nim manewruje, a jego wielkość pozwala wydzielać większe separacje, na dłuższych włosach. Doszły mnie słuchy, że jest to grzebień który przez swoją wielkość szybko się łamie. Nie wiem czy to prawda bo za krótko na nim pracuję, ale zapewne czas zweryfikuje jego wytrzymałość. Model 335 jest droższy od 339 i kosztuje ok. 120 pln, mam więc nadzieję, że jego łamliwość to tylko plotki i pomówienia. Ponownie przestrzegam Was przed podróbkami. Chęć zaoszczędzenia często kończy się podwójnymi wydatkami. Grzebienie Y.S. Park kupujcie tylko ze sprawdzonego źródła!


Y.S. Park 254



Moje ukochane maleństwo, często przez barberów niezauważany i pomijany. To błąd, bo to najlepszy partner do ultra-precyzyjnych cięć i wykończeń. Niezastąpiony do przycinania konturów nad uchem, a tak naprawdę niezastąpiony podczas konturowania całej fryzury czy brody! Jest niebywale elastyczny, można go dowolnie wyginać i dopasowywać do najtrudniejszych i najbardziej wymagających miejsc na głowie. Idealnie współgra z trymerem i degażówkami na małych partiach włosów (np. podczas czyszczenia skin fade’a). Według mnie to jeden z najbardziej niedocenianych grzebieni!


Tak oto w ciągu 10 minut staliście się posiadaczami wiedzy, którą zdobywałam przez lata pracy, z dziesiątkami grzebieni. Nie zmarnujcie tego ;) 
Zachęcam Was do podzielenia się opiniami na temat wyszczególnionych przeze mnie grzebieni. Jestem też ciekawa Waszych grzebieniowych doświadczeń. Może chcecie bym przetestowała jakiś grzebień, bez którego Wy nie wyobrażacie sobie pracy?!

Autorka: Patrycja Besaha - Jedna z najbardziej rozpoznawalnych kobiet polskiej sceny barberskiej. Właścicielka Petit Pati Barber Shop, oraz organizatorka szkoleń w Petit Pati Barber School. Ambasadorka marki Freak Show.


PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

1 komentarze

  1. Y.S. Park - wart każdej złotówki!!! Nawet czarna farba do włosów go nie rusza i zmywa się od razu, a wytrzymałość przeszła najbardziej rygorystyczne testy mojej 1,5 rocznej córki szarpiącej jego ząbki i rzucającej nim o podłogę.
    Po umyciu i zdezynfekowaniu - jak nowy :D

    Jest jeszcze to cudeńko:
    https://goo.gl/images/8UvXx5
    Kosztuje 6zł, a działa cuda przy układaniu pompów i modelowaniu brody!

    OdpowiedzUsuń