BACK TO THE ROOTS - Fryzjerstwo klasyczne

10 czerwca 2019

Źródło: Rob Hammer - Barbershops of America - Then and Now
Jesteśmy świadkami barberskiej gorączki, która opanowała nie tylko Europę i Stany Zjednoczone, ale tak naprawdę na całym świecie odpalono maszynki i brzytwy by na nowo przywrócić świetność męskiemu fryzjerstwu. 

Ta nowa fala barberingu inspiruje się klasycznym rzemiosłem, tylko czym ono tak naprawdę jest? Niestety odpowiedzi nie znajdziemy w encyklopedii, ani w podręcznikach do nauki zawodu. Fryzjerstwo klasyczne to pojęcie stworzone dla fryzjerów przez fryzjerów i nie ma spisanych reguł czy zasad, które mogłyby wyjaśnić to pojęcie w pełnym zakresie. Chcę dziś opowiedzieć czym dla mnie jest fryzjerstwo klasyczne i jak widzę swój powrót do korzeni.

Gdy zaczynałam przygodę z barberingiem wydawało mi się (mówiąc kolokwialnie), że jest to zawód z którego nie da się wyżyć. Otwierając pierwszy salon byłam niemal pewna, że zainteresowania tego typu usługami nie będzie i przyjdzie mi pracować po 16 godzin dziennie by zarobić na czynsz i opłaty. 

Nie pomyliłam się, pracowałam po 16 godzin dziennie, 7 dni w tygodniu, ale nie po to by zarobić na rachunki, tylko dlatego, że chętnych na strzyżenia było więcej niż moje ręce, nożyczki i maszynki były w stanie obsłużyć. Wtedy zdałam sobie sprawę, że trafiłam w niszę, która od dawna potrzebowała wypełnienia bo dziura po męskim rzemiośle jest wielka niczym lej po bombie. 


Źródło: Rob Hammer - Barbershops of America - Then and Now

Co doprowadziło fryzjerstwo męskie w Polsce do tego agonalnego stanu? Odpowiedź na to pytanie zostawię na osobny artykuł, ale najważniejsze jest to, że usługi barberskie trafiły na podatny grunt, a barbering zaczął kiełkować i wzrastać w zastraszającym wręcz tempie. 

Ponieważ w tamtych czasach mocno zafascynowana byłam klimatami vintage i pin up to naturalnym wydawała mi się nauka starego rzemiosła fryzjerskiego, które uprawiane było zaledwie przez garstkę wtajemniczonych. Wówczas niewiele osób słyszało o fryzurze z przedziałkiem, nie mówiąc już o cięciach typy Pompadour czy o pomadach do włosów. Klienci wpadali do mnie zaraz po skończonej pracy informując mnie, że mają tylko 15 minut bo muszą odebrać dziecko z przedszkola. 
Zawsze szanowałam swoją pracę, a także moich klientów. Piętnaście minut?! Nie ma takiej opcji - przecież nie o to w barber shopie chodzi!


Źródło: Rob Hammer - Barbershops of America - Then and Now

Więc o co chodzi? Moja wizja była prosta, chciałam stworzyć miejsce z klimatem, w którym mężczyźni będą czuli się swobodnie. Takie miejsce, jakim męski zakład fryzjerski kiedyś był, gdy spotykali się w nim mężczyźni by pograć w szachy, poczytać gazetę, wypić piwko, wódeczkę lub bimber. Ot taki męski dzionek u fryzjera. Co więcej, w takim zakładzie dobijano interesów, handlowano czym się da, załatwiano wszystko co zakazane, a fryzjer znał wszystkich i zawsze wiedział po co do kogo się zgłosić.

Back to the roots. Nie chciałam miejsca gdzie na stole leży „Claudia”, a kobiety w plastikowych pelerynach, z farbą na włosach, w dresie i bez makijażu czekają na swoją kolej do myjni. Ani mężczyzna ani kobieta nie czują się w tej sytuacji komfortowo. Czułam pod skórą, że coś w takiej sytuacji nie gra, że gdzieś, w którymś momencie coś się wysypało i nie działa już tak jak powinno. 

Decyzja nie była prosta, ale wydawała się jedyną słuszną. Trzeba otworzyć miejsce TYLKO i wyłącznie dla mężczyzn. Tak też się stało. Siedząc mocno w klimacie vintage chciałam old schoolowego ducha przenieść w to miejsce. Choć teraz mało kto mi uwierzy, ale wtedy naprawdę nikt o old school barber shop nie słyszał. Holenderski Schorem funkcjonował już z rozmachem więc na pamięć uczyłam się ich filmików na Youtube. 

Wertowałam też stare książki fryzjerski, oglądałam starą prasę licząc na to, że może jakaś wzmianka, jakieś zdjęcie wpadnie mi w ręce. Miałam to szczęście, że zawodu uczyła mnie doświadczona fryzjerka, która zakochana w pin up style pokazała mi jak wykonywać klasyczne cięcia lub uczesania.

Wtedy nie znałam zasad, uprawiałam freestyle, liczył się efekt końcowy. Gładkie, idealnie wystrzyżone włosy, z często dłuższymi bokami, ewentualnie wycieniowane z tyłu, z dużą ilością woskowej pomady. Wtedy jeszcze nie wiedziałam, że to co robię ma swoją nazwę FRYZJERSTWO KLASYCZNE i nie wiedziała, że mimo nieznajomości zasad samo cięcie wymusza pewne zasady.


Źródło: Rob Hammer - Barbershops of America - Then and Now

Dziś potrafię je już nazwać, powiem więcej, jako szkoleniowiec potrafię te zasady wytłumaczyć i przekazać dalej. Jakie to zasady? Bardzo proste: głowa jest okręgiem wpisanym w kwadrat, a włosy wyciąga i strzyże się w kącie 90 stopni. Jest to oczywiście ogromne uproszczenie, ale od tego się zaczyna, do tego dochodzi znajomość estetyki fryzjerskiej z początki XX w., umiejętność posługiwania się nożyczkami, maszynką i brzytwą i mamy prawdziwy powrót do korzeni.

Na przestrzeni lat fryzjerstwo męskie uległo przeobrażeniu, klientom znudziły się dotychczasowe cięcia, więc barbering ewoluował w stronę modern barberingu, zniekształconych linii, geometrycznych cięć, koloryzacji, fadów etc. Absolutnie nie mam nic przeciwko temu, wręcz przeciwnie, z dużym podziwem patrzę na instagramowe zdjęcia z ekstremalnymi fryzurami męskim. Choć często ich wyjątkowość to zasługa programów typu Photo Shop to i tak umiejętności niektórych barberów zapierają dech w piersi.

Czuję jednak, że swoją specjalizację odnalazłam już na początku swojej fryzjerskiej drogi i choć niekiedy włączam do swoich cięć elementy modern barberingu, to klasycznego efektu mojej pracy nie zamierzam zmieniać. Pewnie dlatego, że mam słabość do rzeczy klasycznie pięknych, o regularnych, symetrycznych kształtach. Wolę drewno od metalu, nierówną powierzchnię od wysokiego połysku, dywany od kafli, stare ramy od antyram. Wolę long trim od skin fade, pompadoura od modern quiff. Choć na przestrzeni lat mocno się zmieniłam to vintage wciąż mocno we mnie siedzi, punk rock nie umiera, a rock’n’roll płynie w żyłach. 

Dlatego z boku przyglądam się zmieniającym modom, pozostając wierną klasycznemu rzemiosłu.  


POLECANE PRODUKTY




Autorka: Patrycja Besaha - Jedna z najbardziej rozpoznawalnych kobiet polskiej sceny barberskiej. Właścicielka Petit Pati Barber Shop, oraz organizatorka szkoleń w Petit Pati Barber School. Ambasadorka marki Freak Show.

PRZECZYTAJ RÓWNIEŻ

0 komentarze